Stawać się uczniem Jezusa

Ewangelista Mateusz w czwartym rozdziale swojej księgi opisuje, jak Jezus powoływał uczniów. Opis tych wydarzeń kończy się komentarzem autora:

– „Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim” (Mt 4,20),

– „Oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim” (Mt 4,22).

Bardzo często zwraca się uwagę na słowo „natychmiast” czyli bez ociągania, bez roztrząsania, bez oglądania się wstecz. Ponadto w pierwszym przypadku mamy do czynienia z porzuceniem pracy zarobkowej. Powoływani rezygnowali z bezpieczeństwa materialnego, a w drugim w przypadku rezygnowali z komfortu emocjonalnego, gdy zostawili ojca. U pierwszych uczniów Jezusa widać zatem takie trzy cechy charakterystyczne:

  • idą za Mistrzem natychmiast,
  • porzucają określone zabezpieczenie materialne,
  • rezygnują z dotychczasowej przestrzeni emocjonalnej.

Ale historia wcale nie rozwija się idealnie, o czym świadczy fragment rozdziału dwudziestego Ewangelii Mateusza (Mt 20,17-28). Otóż matka synów Zebedeusza poprosiła Jezusa o zaszczytne posady dla swoich dzieci. Rodzi się więc pytanie, czy rzeczywiście ci dwaj porzucili komfort emocjonalny, skoro wstawia się za nimi matka; czy porzucili zabezpieczenie materialne, skoro chcą mieć urzędy w królestwie i czy wreszcie przemiana wcześniej opisana dokonała się natychmiast? Na dodatek znamienny jest fakt, że to miało miejsce, gdy Jezus zapowiedział swoją mękę. Co oni z tego zrozumieli?

Widać więc, że bycie uczniem Jezusa jest procesem. Człowiek nie zostaje po prostu Jego uczniem, ale nim się staje. Czytając zresztą kolejne rozdziały Ewangelii, kolejne księgi Nowego Testamentu, czy też poznając historię Kościoła, można się zorientować, że stawanie się uczniem Jezusa wcale nie przebiega po linii, która wznosi się jednostajnie ku górze. Proces ten przebiega po sinusoidzie, ale i to porównanie jest uproszczeniem. Uczniowie Jezusa chodzą krętymi drogami, a On nie przestaje być ich Sługą.